WejściePytania i odpowiedzi10 pytań na temat małżeństwa
Pytania i odpowiedzi

10 pytań na temat małżeństwa

Tagi: Dzieci, Małżeństwo, Miłość, Rozmowy z prałatem Escrivá de Balaguer, Rodzina, Narzeczeństwo
Święty Josemaria odpowiada na dziesięć pytań na temat miłości, małżeństwa, narzeczeństwa, wierności, wychowania dzieci…, co stanowi fundament jedności
w rodzinie..., co w sytuacji, kiedy dane małżeństwo nie może mieć dzieci...


1- Czy mógłby Ojciec powiedzieć nam, jakie są najważniejsze wartości chrześcijańskiego małżeństwa?

2- Ojcze, co Ojciec radzi młodym małżonkom, którzy poszukują świętości?

3- Obecnie istnieje pogląd, że miłość usprawiedliwia wszystko i z tego wnioskują, że narzeczeństwo jest jakby "małżeństwem na próbę". Gdy nie podąża się za "imperatywami miłości" uznaje się to za nieautentyczne, staromodne. Co Ojciec sądzi o takim podejściu...?

4- Jakiej rady udzieliłby Ojciec, aby życie małżeńskie z biegiem lat nadal było szczęśliwe i nie popadło w monotonię? Może ten temat wydaje się mało ważny, jednak otrzymuje się wiele pytań od osób zainteresowaniem tym tematem.

5- Również zdarzają się kłótnie między mężem i żoną, które czasami narażają pokój rodzinny na poważne niebezpieczeństwo. Jakiej rady udzieliłby Ojciec małżonkom?

6- Wiele małżeństw jest zdezorientowanych co do liczby dzieci. Co poradziłby Ojciec tym małżeństwom?

7- Niektóre kobiety nie mają odwagi powiedzieć krewnymi przyjaciołom, że spodziewają się następnego dziecka. Obawiają się krytyki ze strony tych, którzy uważają, że liczna rodzina to uwstecznienie. Co powiedziałby nam Ojciec na ten temat?

8- Bezpłodność małżeńska — z uwagi na to, że może to zakładać życiowy zawód, może stać się źródłem nieporozumień i braku wyrozumiałości. Jaki sens, zdaniem Ojca, winni nadać swemu małżeństwu chrześcijańscy małżonkowie, nie mający potomstwa?

9- Istnieją małżeństwa, które z powodu poniżającej i trudnych do wytrzymania sytuacji żyją w separacji. W tych przypadkach, trudno im zaakceptować nierozerwalność węzła małżeńskiego i narzekają, że zabrania się im możliwości stworzenia nowego ogniska domowego. Jaką odpowiedź dałby Ojciec w tych sytuacjach?

10- Mówi Ojciec o jedności rodzinnej jako wielkiej wartości. Dlaczego więc Opus Dei nie organizuje spotkań formacyjnych, w których wspólnie uczestniczyliby razem mąż i żona?

PYTANIA I ODPOWIEDZI

1. Czy mógłby Ojciec powiedzieć nam, jakie są najważniejsze wartości chrześcijańskiego małżeństwa?

— Będę mówił o czymś, co znam dobrze i co jest moim wieloletnim kapłańskim doświadczeniem wyniesionym z różnych krajów. Większa część członków Opus Dei żyje w stanie małżeńskim i dla nich miłość ludzka i obowiązki małżeńskie są częścią powołania boskiego. Opus Dei uczynił z małżeństwa drogę boską, powołaniem, i to ma liczne skutki dla osobistego uświęcenia i dla apostolstwa. Od czterdziestu niemal lat głoszę, że stan małżeński jest powołaniem. Nie jeden raz, widziałem oczy pełne radości, gdy oni i one dotychczas sądzący, że w swoim życiu nie mogą pogodzić oddania się Bogu oraz ludzkiej, szlachetnej i czystej miłości, usłyszeli mnie mówiącego o małżeństwie jako jednej z boskich dróg na ziemi!

Małżeństwo stworzone jest po to, aby ci co je zawierają uświęcili się w nim
i przezeń. Po to małżonkowie mają specjalną łaskę, którą udziela sakrament ustanowiony przez Chrystusa Pana. Kto jest powołany do stanu małżeńskiego znajduje w nim — z łaską Bożą — wszystko, co jest potrzebne, aby być świętym, aby każdego dnia łączyć się mocniej z Panem Jezusem i aby prowadzić do Boga osoby, z którymi współżyje.

Dlatego zawsze myślę, z nadzieją i serdecznie, o chrześcijańskich ogniskach rodzinnych, o wszystkich rodzinach, które wykiełkowały z sakramentu małżeństwa, że są wspaniałym świadectwem tej wielkiej, boskiej tajemnicy — sacramentum magnum (Ef 5, 32), wielkiego sakramentu — unii i miłości między Chrystusem
i Jego Kościołem. Powinnyśmy pracować nad tym aby te komórki chrześcijańskie
w społeczeństwie rodziły się i rozwijały z pragnieniem świętości, ze świadomością, że już sakrament wstępny — jakim jest chrzest — powierza ochrzczonym boską misję, którą każdy powinien spełnić na własnej drodze życiowej.

Małżonkowie chrześcijańscy winni być świadomi, że są powołani do uświęcenia się, uświęcając otoczenie, że są powołani na apostołów i że ich pierwszym terenem apostolskim jest dom rodzinny. Powinni zrozumieć nadprzyrodzone zadanie, które wiąże się z założeniem rodziny, wychowaniem dzieci, oddziaływaniem chrześcijańskim na społeczeństwo. Od świadomości tej własnej misji zależy w dużej mierze dorobek i powodzenie ich życia, ich szczęście.

Niech jednak nie zapominają, że sekret szczęścia małżeńskiego zawiera się w tym, co powszechne, nie zaś w marzeniach. Polega na znalezieniu ukrytej radości, którą daje powrót do domu, na serdecznym podejściu do dzieci, na pracy codziennej,
w której uczestniczy cała rodzina, na dobrym humorze w obliczu trudności, którym należy stawić czoło w duchu sportowej walki, polega również też na wykorzystaniu wszystkich udoskonaleń dostarczanych nam przez cywilizację, aby dom uczynić przyjemnym, życie prostszym, a wychowanie skuteczniejszym.

Mówię stale do tych, którzy zostali powołani przez Pana Boga do uformowania ogniska rodzinnego, aby kochali się zawsze, aby kochali się miłością pełną nadziei, taką jaką się darzyli, kiedy byli narzeczonymi. Marne pojęcie ma o małżeństwie — które jest sakramentem, ideałem i powołaniem — ten, kto myśli, że miłość się kończy, gdy zaczynają się smutki i przeciwności, które życie zawsze niesie ze sobą. Wtedy właśnie miłość utwierdza się. Nawał cierpień i przeciwności nie jest zdolny zniweczyć prawdziwej miłości. Wspólnie, ze wspaniałomyślnością poniesiona ofiara łączy małżonków jeszcze bardziej. Tak jak mówi Pismo Św.: aques multae — liczne trudności fizyczne i moralne — non potuerunt extinguere caritatem (Pnp 8, 7) nie zdołają zgasić uczucia.
Rozmowy z Prałatem Escriva, 91


2. Ojcze, co Ojciec radzi młodym małżonkom, którzy poszukują świętości?

Po pierwsze, abyście się bardzo kochali, zgodnie z prawem Bożym. Potem, abyście nie bali się życia, abyście kochali wzajemne wady, te które nie obrażają Boga;
i następnie, abyś nie zaniedbała się, ponieważ nie należysz do siebie samej. Już Ci to powiedzieli i wiesz to bardzo dobrze, że należysz do swojego męża, a on do Ciebie. Nie pozwól sobie go ukraść! To dusza, która powinna iść z Tobą do nieba
i co więcej: z tobą ma dać jakość chilijską – to znaczy chrześcijańską - ludzki wdzięk, także dzieciom, które Bóg Wam ześle. Módlcie się razem troszeczkę. Nie wiele, ale codziennie troszeczkę. Jeśli Ty zapomnisz, niech on Ci to powie; i kiedy jemu się zapomni, Ty mu przypomnisz. Nic mu nie wyrzucaj, nie wypominaj drobnostek umartwiając go tym samym.
Chile, lipiec 1974, w Szkole Tabancura


3. Obecnie istnieje pogląd, że miłość usprawiedliwia wszystko i z tego wnioskują, że narzeczeństwo jest jakby "małżeństwem na próbę". Gdy nie podąża się za "imperatywami miłości" uznaje się to za nieautentyczne, staromodne. Co Ojciec sądzi o takim podejściu...?

— (…) Narzeczeństwo powinno być okazją do pogłębienia uczucia i wzajemnego poznania. Jak każda szkoła miłości, winno być natchnione nie chęcią posiadania, ale duchem oddania, zrozumienia, szacunku, delikatności. Dlatego przeszło rok temu, podarowałem uniwersytetowi Navarry Statuę Najświętszej Marii Panny, Matki Pięknej Miłości, aby chłopcy i dziewczęta, studenci tego uniwersytetu, nauczyli się od niej szlachetnej miłości, także miłości ludzkiej.

Małżeństwo na próbę? Jak mało wie o miłości ten, kto to mówi! Miłość jest prawdą najpewniejszą, najrealniejszą, najbardziej ludzką. Jest czymś, czego nie można traktować jako produkt handlowy, który próbuje się i potem przyjmuje lub odrzuca, według kaprysu, wygody lub interesu.

Ten brak zrozumienia jest tak godny pożałowania, że nawet nie wydaje się potrzebnym potępiać tych, co tak myślą lub czynią, ponieważ oni sami skazują się na niepłodność, na smutek, na rozpaczliwe osamotnienie, którego doznają nim upłynie parę lat.

Nie mogę przestać modlić się za nich, miłować ich z całej duszy i starać się, aby zrozumieli, że nadal mają otwartą drogę powrotu do Chrystusa, że będą mogli być świętymi, pełnymi chrześcijanami, jeżeli się przyłożą do tego, bo nie zabraknie dla nich ani przebaczenia, ani łaski Pańskiej. Tylko wtedy zrozumieją dobrze, co to jest miłość — Miłość Boża i także szlachetna miłość ludzka. Dowiedzą się też, co to jest pokój, radość i płodność.
Rozmowy z Prałatem Escriva, 105


4. Jakiej rady udzieliłby Ojciec, aby życie małżeńskie z biegiem lat nadal było szczęśliwe i nie popadło w monotonię? Może ten temat wydaje się mało ważny, jednak otrzymuje się wiele pytań od osób zainteresowaniem tym tematem.

— Myślę, że jest to rzeczywiście ważna kwestia, choć pozornie wydaje się drugorzędna; dlatego ważne są także jej możliwe rozwiązania.

Aby zapał towarzyszący początkom małżeństwa nie wygasł, kobieta winna starać się zdobywać swego męża codziennie i to samo należałoby powiedzieć mężowi odnośnie żony. Miłość musi być odzyskiwana na nowo każdego dnia, a pozyskuje się ją poświęceniem, uśmiechem a także troskliwością. Gdy mąż wraca do domu zmęczony po pracy i żona zaczyna mówić bez przerwy, opowiadając mu wszystko, co jej zdaniem idzie źle, czy może dziwić się, że mąż straci w końcu cierpliwość? Owe sprawy, mniej przyjemne, można pozostawić na moment bardziej odpowiedni, kiedy mąż jest mniej zmęczony, lepiej dysponowany.

Inna drobna sprawa to dbałość o wygląd zewnętrzny. Jeżeli jakiś kapłan powiedziałby coś przeciwnego, myślę, że byłby złym doradcą. Im starsza jest osoba żyjąca wśród świata, tym większą winna przykładać wagę, nie tylko do pogłębienia życia wewnętrznego, ale też (i właśnie dlatego) do dbałości o "własny wygląd", oczywiście zgodnie z wiekiem i okolicznościami. Zwykłem żartować, że frontony im starsze tym bardziej potrzebują odnowy. To jest rada kapłańska. Stare powiedzenie kastylijskie mówi, że "schludna kobieta odciąga mężczyznę od obcych drzwi".

Dlatego, odważam się twierdzić że kobiety ponoszą winę w osiemdziesięciu procentach za niewierność małżonków, ponieważ nie potrafią zdobywać ich każdego dnia, nie umieją być w drobnych sprawach miłe, delikatne. Uwaga zamężnych kobiet powinna koncentrować się na mężu i dzieciach. Tak samo męża — na żonie i dzieciach: i temu trzeba poświęcić czas oraz zapał, aby utrafić, aby spisać się dobrze. Wszystko, co uniemożliwia to zadanie, jest złe.

Nie ma wymówki, aby nie wypełnić tego miłego obowiązku. Oczywiście, że wymówką nie może być praca poza domem. Również pobożność jeżeli nie jest zbieżna
z obowiązkami każdego dnia, nie jest dobra, Bóg tego nie chce. Kobieta zamężna musi zajmować się przede wszystkim domem. Przypominam sobie przyśpiewkę
z mojej ziemi: "Kobieta, która dla Kościoła pozwoli spalić się potrawie, jest w połowie aniołem, w połowie diabłem”. Mnie się wydaje, że w całości diabłem.
Rozmowy z Prałatem Escriva, 107


5. Również zdarzają się kłótnie między mężem i żoną, które czasami narażają pokój rodzinny na poważne niebezpieczeństwo. Jakiej rady udzieliłby Ojciec małżonkom?

— Radzę, aby się kochali. I niech wiedzą, że w ciągu życia będą spory i trudności, a rozwiązane w sposób naturalny, przyczynią się nawet do pogłębienia uczuć.

Każdy z nas ma swój charakter, swoje osobiste gusty, swoje usposobienie, czasem złe usposobienie — i swoje wady. Każdy także ma pozytywne cechy swojej osobowości i dlatego, a także z innych powodów, można go kochać. Współżycie jest możliwe, kiedy wszyscy starają się naprawić własne wady i starają się przejść do porządku dziennego nad brakami innych; oznacza to miłość, która usuwa ze swej drogi i przewyższa wszystko, co mogłoby być przyczyną nieporozumień. Jeżeli wyolbrzymia się małe nieporozumienia i wzajemnie zaczyna się rzucać sobie
w twarz wady i pomyłki, wtedy kończy się pokój i zachodzi ryzyko zniszczenia miłości.

Małżeństwa mają łaskę stanu, łaskę sakramentu, aby praktykowały wszystkie cnoty ludzkie i chrześcijańskie służące wzajemnemu współżyciu takie jak: wyrozumiałość, dobry humor, cierpliwość, przebaczenie, delikatność we wzajemnym traktowaniu się. Ważne jest, aby nie zaniedbywały się, nie dały się powodować nerwom, dumie czy osobistym kaprysom. Dlatego mąż i żona winni wzrastać wewnętrznie i nauczyć się od Świętej Rodziny praktykowania z delikatnością — z motywów ludzkich i nadprzyrodzonych zarazem — cnoty rodziny chrześcijańskiej. Powtarzam łaski Bożej im nie zabraknie.

Jeżeli ktoś mówi, że nie może wytrzymać tego, czy tamtego, że nie może przemilczeć, przesadza aby się usprawiedliwić. Trzeba prosić Boga o siłę
w opanowaniu własnych kaprysów, o łaskę umiejętności panowania nad sobą samym. Ponieważ niebezpieczeństwo rozdrażnienia kryje się w tym, że straci się kontrolę i słowa mogą napełnić się goryczą, dochodzi do obrazy i mimo że się tego nie chciało, można zranić, a nawet wyrządzić krzywdę.

Trzeba nauczyć się milczeć, czekać i mówić rzeczy w sposób pozytywny, optymistyczny. Kiedy on się gniewa, jest to moment, w którym ona winna być szczególnie cierpliwa, aż wróci spokój; i odwrotnie. Jeżeli jest szczere uczucie
i staranie o pogłębienie go, bardzo trudno ażeby oboje pozwolili opanować się złemu humorowi o tej samej godzinie...

Niezmiernie ważne jest, żeby przyzwyczaić się do myślenia, że nigdy nie mamy całej racji. Można nawet powiedzieć, że w sprawach z natury swej względnych, im więcej jest się pewnym swojej racji, tym bardziej jest niewątpliwe, że jej nie mamy. Przy takim sposobie myślenia łatwiejsze staje się potem sprostowanie, a jeśli trzeba przeproszenie, co jest najlepszym sposobem, aby położyć kres gniewom. Tak dochodzi się do pokoju i czułości. Nie zachęcam was do kłótni, ale jest zrozumiałe, że spieramy się czasem z tymi, których najwięcej kochamy, są to ci, którzy na co dzień z nami żyją. Przecież nie będziemy się kłócić z księciem Janem z Indii. Dlatego te drobne utarczki małżonków jeśli niezbyt częste — a trzeba dążyć do tego by nie były — nie oznaczają, braku miłości, więcej, czasem mogą prowadzić do jej wzrostu.

Ostatnia rada: niech nigdy małżonkowie nie kłócą się w obecności dzieci. Niech porozumieją się jednym słowem, spojrzeniem lub gestem, potem będą się łajać,
z większym opanowaniem, jeżeli nie są zdolni uniknąć zwady.

Zgoda małżeńska winna stanowić atmosferę rodzinną, ponieważ jest warunkiem koniecznym do wychowania dogłębnego i skutecznego. Niechaj dzieci widzą
w swych rodzicach przykład oddania, szczerej miłości, wzajemnej pomocy, wyrozumiałości i niech drobiazgi życia codziennego nie przesłaniają im realizmu miłości, która jest zdolna pokonać wszelką trudność.

Czasem sami siebie traktujemy zbyt serio. Wszyscy od czasu do czasu złościmy się — przy pewnych okazjach, bo trzeba, innym razem, bo brak nam ducha umartwienia. Ważne jest pokazać, że ta skłonność do gniewu nie rujnuje uczuć,
i nawiązać z uśmiechem od nowa intymność rodzinną. Jednym słowem, niech mąż
i żona żyją kochając się wzajemnie i kochając dzieci, bo przez to właśnie miłują Boga.
Rozmowy z Prałatem Escriva, 108


6. Wiele małżeństw jest zdezorientowanych co do liczby dzieci. Co poradziłby Ojciec tym małżeństwom?

Niech małżonkowie słuchając rad i zaleceń w tej materii nie zapominają, że to, o co istotnie chodzi jest poznaniem zamierzeń Boga. Tam gdzie jest szczerość, prostolinijność i minimum wychowania chrześcijańskiego, sumienie umie odkryć wolę Bożą w tym, jak we wszystkim innym. Zdarza się niestety poszukiwanie rady, która ma dogodzić własnemu egoizmowi, która właśnie zagłuszy, swym rzekomym autorytetem, krzyk własnej duszy. Dochodzi nawet do tego, że tak długo zmienia się doradców, aż znajdzie się najbardziej tolerancyjnego. Jest to postępowanie faryzejskie, niegodne dziecka bożego.

Rada innego chrześcijanina, a specjalnie, w kwestiach moralnych i sprawach wiary, rada kapłana, jest potężną pomocą w poznaniu tego, co Bóg żąda od nas
w określonej sytuacji. Rada nie eliminuje jednak osobistej odpowiedzialności — jesteśmy, każdy z nas osobno, tymi, którzy mają zadecydować ostatecznie
i osobiście będziemy zdawać rachunek przed Bogiem z naszych decyzji.

Ponad radą prywatną jest prawo Boże, zawarte w Piśmie Świętym i w nauce Kościoła, który wspomagany obecnością Ducha Świętego. — przechowuje
i przekazuje to prawo. Kiedy prywatne rady są sprzeczne ze Słowem Bożym takim, jakiego naucza nas Kościół, trzeba ze stanowczością od owych błędnych poglądów odejść. Temu, kto działa z taką prawością, Bóg dopomoże swoją łaską, dając mu natchnienie co ma czynić i, jeżeli to jest potrzebne, sprawi, że znajdzie kapłana, który potrafi poprowadzić jego duszę ścieżkami prostymi i czystymi, choć te nieraz okażą się trudne. Zadania kierownictwa duchowego należy tak orientować, aby nie ulec fabrykowaniu istot, którym brak własnego sądu i które ograniczają się do wykonywania praktycznie tego, co mówi im inny; wręcz odwrotnie, kierownictwo duchowe winno zmierzać do kształcenia osób o wyrobionym sądzie. Właściwe kryterium zakłada dojrzałość, siłę przekonań, dostateczną znajomość doktryny, subtelność ducha, wykształcenie woli.

Ważne jest, aby małżonkowie nabyli pełną świadomość godności swego powołania, żeby wiedzieli, że zostali powołani przez Boga do osiągnięcia boskiej miłości, także poprzez miłość ludzką, że zostali wybrani przed wiekami, aby współdziałać z twórczą potęgą Boga w poczęciu i później w wychowaniu dzieci; że Pan Bóg żąda od nich aby ze swego domu i całego swego życia rodzinnego uczynili świadectwo wszystkich cnót chrześcijańskich.

Małżeństwo — nigdy nie zmęczę się powtarzaniem tego — jest drogą boską, wielką, wspaniałą i jak wszystko co boskie w nas, znajduje konkretny wyraz w odpowiedzi na łaskę poprzez wspaniałomyślność, oddanie się, służbę. Egoizm,
w jakiejkolwiek ze swoich form, sprzeciwia się tej Bożej miłości, która winna rządzić naszym życiem. To jest punkt podstawowy, który przede wszystkim należy mieć na uwadze w związku z małżeństwem i liczbą dzieci.
Rozmowy z Prałatem Escriva, 93


7. Niektóre kobiety nie mają odwagi powiedzieć krewnymi przyjaciołom, że spodziewają się następnego dziecka. Obawiają się krytyki ze strony tych, którzy uważają, że liczna rodzina to uwstecznienie. Co powiedziałby nam Ojciec na ten temat?

— Błogosławię rodziców, którzy przyjmując z radością misję, którą im Bóg zleca,
i mają dużo dzieci. I zachęcam małżeństwa, aby nie zamykały źródeł życia, aby posiadały zmysł nadprzyrodzony i odwagę posiadania licznego potomstwa, jeśli Bóg im je zsyła.

Kiedy chwalę liczną rodzinę nie mam na myśli tej, która jest konsekwencją stosunków czysto fizjologicznych, ale tę, która jest owocem praktyki cnót chrześcijańskich, tę która ma wysokie poczucie godności osoby ludzkiej, wreszcie tę która wie, że dawanie dzieci Bogu nie polega tylko na poczęciu ich do życia naturalnego, ale wymaga także żmudnej i długiej pracy wychowawczej. Dawanie dzieciom życia to nie wszystko, to dopiero początek.

Mają miejsce konkretne przypadki, w których z woli Bożej — objawionej zwyczajną drogą — jakaś rodzina ma być właśnie nieliczna. Jednak są zbrodniczymi, antychrześcijańskimi i nieludzkimi teorie, które z ograniczenia urodzin czynią ideał, czy też obowiązek uniwersalny, powszechny.

Byłoby fałszerstwem i wypaczeniem doktryny chrześcijańskiej oparcie się na rzekomym duchu posoborowym, ażeby występować przeciw licznej rodzinie. Sobór Watykański II ogłosił, że "między małżonkami, którzy pełnią misję powierzoną im przez Boga, godni są specjalnego uznania ci, którzy za obopólną zgodą, dobrze przemyślaną, przyjmują z wielkodusznością liczne potomstwo aby je godnie wychować" (Konst. Gaudium et spes n. 50). Paweł VI w innej mowie, wygłoszonej 12 lutego 1966 r. komentował: "Sobór Watykański II, dopiero co zakończony, rozszerzy wśród małżonków chrześcijańskich ducha wspaniałomyślności aby powiększyć nowy Lud Boży (...). Pamiętajcie zawsze, że to rozszerzanie królestwa Bożego i możliwości przenikania ludzkości przez Kościół dla niesienia jej zbawienia wiecznego i ziemskiego, jest powierzone także waszej wielkoduszności."

Pamiętajmy jednak, że liczba dzieci sama przez siebie nie określa stopnia ‘chrześcijańskości’ rodziny. Ważna jest uczciwość, z jaką prowadzi się życie małżeńskie. Prawdziwa miłość wzajemna wykracza poza wspólnotę męża i żony,
i obejmuje jej naturalne owoce: dzieci. Egoizm, przeciwnie, kończy się sprowadzeniem tej miłości do zwyczajnego zaspokojenia instynktu i niweczy związek, który łączy rodziców i dzieci. Trudno, aby czuł się dobrym, prawdziwym synem swoich rodziców ten, kto może myśleć, że przyszedł na świat wbrew ich woli, że nie narodził się z miłości czystej, ale z przypadku, czy też z błędnego rachunku.

Powiedziałem, że liczba dzieci sama przez się o niczym nie przesądza. Jednak, widzę jasno, że ataki na liczną rodzinę pochodzą z braku wiary, są wytworem środowiska społecznego niezdolnego do zrozumienia wielkoduszności; środowiska, które stara się pokryć swój egoizm i pewne ukryte praktyki rzekomo altruistycznymi pobudkami. Jest paradoksem, że kraje gdzie najbardziej szerzy się propagandę kontroli urodzin — i skąd narzuca się ją innym krajom — są właśnie tymi, które osiągnęły najwyższy standard życia. Można by poważnie brać pod uwagę argumenty o charakterze ekonomicznym i społecznym, gdyby te same argumenty skłaniały do zrzeczenia się części dóbr, z których korzystają, na rzecz osób potrzebujących. Tymczasem trudno jest nie myśleć, że w rzeczywistości argumentacja ta kieruje się hedonizmem i ambicją dominacji politycznej. Jest to nowy kolonializm demograficzny.

Nie ignoruję wielkich problemów, które gnębią ludzkość, ani konkretnych trudności, które może napotkać dana rodzina. Często o tym myślę i ojcowskie serce, które powinienem mieć jako chrześcijanin i kapłan, napełnia się miłosierdziem.

Ale nie można szukać rozwiązania tymi drogami.
Rozmowy z Prałatem Escriva, 94


8. Bezpłodność małżeńska — z uwagi na to, że może to zakładać życiowy zawód, może stać się źródłem nieporozumień i braku wyrozumiałości. Jaki sens, zdaniem Ojca, winni nadać swemu małżeństwu chrześcijańscy małżonkowie, nie mający potomstwa?

— Przede wszystkim chcę im powiedzieć, że nie powinni zbyt łatwo dać za wygraną. Trzeba prosić Boga, aby im dał potomstwo, żeby ich pobłogosławił — jeśli taka jest Jego Wola — jak pobłogosławił Patriarchów Starego Testamentu. Potem wskazane jest, aby ona i on udali się do dobrego lekarza. Jeżeli mimo wszystko Pan nie da im dzieci, niech w tym nie widzą żadnego niepowodzenia i niech będą zadowoleni, odkrywając w tym właśnie fakcie Wolę Bożą. Bardzo często Pan nie daje dzieci, ponieważ wymaga więcej. Żąda, aby włożyć ten sam wysiłek i to samo delikatne oddanie pomagając naszym bliźnim, bez czysto ludzkiego zadowolenia
z posiadania dzieci. Nie ma więc powodu czuć się zawiedzionym lub poddać się smutkowi.

Jeżeli małżonkowie mają życie wewnętrzne, zrozumieją, że Bóg ich przynagla, kieruje nimi, aby z życia swego uczynili ofiarną służbę chrześcijańską, apostolstwo inne niż to, które realizowaliby ze swoimi dziećmi, ale równie cudowne.

Niech rozejrzą się wokół siebie i zaraz odkryją osoby które potrzebują pomocy, miłosierdzia i dobroci. Jest poza tym dużo prac apostolskich, w których mogą uczestniczyć. I jeżeli potrafią włożyć serce w tę pracę, jeśli potrafią oddać się szlachetnie innym, zapominając o sobie, będą mieli wspaniałą płodność, duchowy ojcostwo, które napełni ich dusze prawdziwym pokojem.

Konkretne rozwiązania w poszczególnych wypadkach mogą być różne, ale w rzeczy samej wszystkie sprowadzają się do zajęcia się drugimi z chęcią służenia,
z miłością. Bóg zawsze nagradza, dając głęboką radość duszom tych, którzy mają szlachetną pokorę nie myślenie o sobie samych.
Rozmowy z Prałatem Escriva, 96


9. Istnieją małżeństwa, które z powodu poniżającej i trudnych do wytrzymania sytuacji żyją w separacji. W tych przypadkach, trudno im zaakceptować nierozerwalność węzła małżeńskiego i narzekają, że zabrania się im możliwości stworzenia nowego ogniska domowego. Jaką odpowiedź dałby Ojciec w tych sytuacjach?

Rozumiejąc ich cierpienia, powiedziałbym im, że mogą także w tej sytuacji widzieć Wolę Bożą, która nie jest nigdy okrutna, ponieważ Bóg jest kochającym Ojcem. Jest możliwe, że przez jakiś czas sytuacja bywa bardzo trudna, ale jeżeli się skierują do Pana Jezusa i do Jego błogosławionej Matki, nie zabraknie im pomocy łaski.

Nierozerwalność małżeństwa nie jest kaprysem Kościoła, ani nawet zwyczajnym, pozytywnym tylko, prawem kościelnym — jest prawem naturalnym, ustawą Bożą
i doskonale odpowiada naszej naturze i nadprzyrodzonemu porządkowi łaski. Dlatego w ogromnej większości wypadków stanowi niezbędny warunek szczęścia małżonków, a także bezpieczeństwa duchowego dla dzieci. Zawsze — nawet w tych bolesnych wypadkach, o których mówimy — przyjęcie Woli Bożej z poddaniem przynosi ze sobą głębokie zadowolenie, którego nic nie może zastąpić. Nie jest to ucieczka, nie jest pocieszenie, ale sama treść życia chrześcijańskiego.

Jeżeli kobiety mają już dzieci, dojrzą w tym stałe wymaganie miłującego, macierzyńskiego oddania, specjalnie wtedy potrzebnego, aby zastąpić w ich duszach braki wynikające z rozdartego ogniska domowego. Pojmą jasno, że ta nierozerwalność, która dla nich oznacza ofiarę, jest w większości wypadków obroną integralności rodziny, czymś co uszlachetnia miłość małżonków i nie pozwala na opuszczenie dzieci.

To zdumienie wobec rzekomej twardości chrześcijańskiego przykazania
o nierozerwalności małżeńskiej nie jest nowe. Apostołowie byli zaskoczeni kiedy Jezus to potwierdził. Może ono wydawać się ciężarem, jarzmem, ale Chrystus Pan sam powiedział, że jego jarzmo jest delikatne i jego ciężar niewielki.

Z drugiej strony, nawet uznając nieuniknioną trudność licznych sytuacji, których
w wielu wypadkach można było i powinno się było uniknąć, wskazane jest zanadto nie dramatyzować. Czy rzeczywiście życie kobiety w tej sytuacji, jest trudniejsze od życia innej, np. takiej, która jest źle traktowana, albo tej, która podlega któremuś
z tych wielkich cierpień fizycznych czy moralnych, które przynosi sama egzystencja?

To, co rzeczywiście unieszczęśliwia człowieka, a nawet całe społeczeństwo, to jest owo pożądliwe poszukiwanie dobrobytu, usiłowanie bezwarunkowego usunięcia wszystkiego, co się temu sprzeciwia. Życie przynosi tysiące problemów, najprzeróżniejsze sytuacje, jedne cierniste, inne łatwiejsze: być może tylko pozornie. Każda z nich zawiera własną łaskę, jest prawdziwym wołaniem Stwórcy, niepowtarzalną okazją do pracy, do dania świadectwa boskiego miłosierdzia. Temu, kto odczuwa przytłoczenie tą trudną sytuacją/ucisk trudnej sytuacji, radziłbym aby także postarał się nieco zapomnieć o swoich własnych problemach
i żeby zajął się sprawami innych. Czyniąc to będzie miał więcej pokoju i, co najważniejsze, uświęci się.
Rozmowy z Prałatem Escriva, 97


10. Mówi Ojciec o jedności rodzinnej jako wielkiej wartości. Dlaczego więc Opus Dei nie organizuje spotkań formacyjnych, w których wspólnie uczestniczyliby razem mąż i żona?

— W tym, jak w tylu innych sprawach, my chrześcijanie mamy możność wybrania między różnymi rozwiązaniami, zgodnie z własnymi upodobaniami czy opiniami,
i nikt nie winien pretendować do narzucania nam jakiegoś wyłącznego systemu. Należy uciekać, jak od zarazy, od tych sposobów ujmowania zadań pasterskich
i ogólnie, apostolskich, które wydają się być tylko nowym wydaniem, poprawionym
i poszerzonym, jedynej jakoby partii w życiu religijnym.

Wiem, że są grupy katolików, które organizują rekolekcje i inne spotkania kształcące dla małżeństw. Wydaje mi się to bardzo dobre, że używając swej wolności, robią to, co uważają za stosowne. Korzystają z tej działalności ci, którzy znajdują w tym środek pomagający realizować lepiej ich chrześcijańskie powołanie. Jednak uważam, że nie jest to jedyna możliwość, nie jest też oczywiste, że jest najlepsza. Istnieje wiele aspektów życia kościelnego, które małżeństwa mogą przeżywać razem, i nieraz powinny np. udział całej rodziny w ofierze eucharystycznej i innych nabożeństwach. Myślę jednak, że pewne przedsięwzięcia w formowaniu duchowym są skuteczniejsze, gdy uczestniczą w nich osobno mąż
i osobno żona. Z jednej strony podkreśla się w ten sposób zasadniczo osobisty charakter własnego uświęcenia, walki ascetycznej, łączności z Bogiem, co potem oddaje się innym, ale w ramach własnego, niezastąpionego niczym sumienia.

Z drugiej strony tak łatwiej jest dostosować kształcenie do wymogów i potrzeb osobistych mężczyzny i kobiety, nie wyłączając psychologii. To nie znaczy, że
w tego typu zajęciach nie uwzględnia się małżeńskiego statusu osób w nich uczestniczących — nic bardziej dalekiego od duchowości Opus Dei.

Już od czterdziestu lat głoszę słowem i w piśmie, że każdy mężczyzna, każda kobieta powinni uświęcić się w swoim zwyczajnym życiu, w konkretnych warunkach swojej codziennej egzystencji; że małżonkowie winni zatem uświęcać się wypełniając doskonale swoje obowiązki rodzinne. Na rekolekcjach i innych zajęciach formacyjnych, które organizuje Opus Dei i w których uczestniczą osoby zamężne i żonate, obowiązuje troska, aby małżonkowie nabyli świadomość godności swego powołania małżeńskiego i, z pomocą Bożą, przygotowali się do lepszego wypełniania go.

W wielu aspektach wymagania i praktyczny wyraz miłości małżeńskiej jest różny dla mężczyzny i dla kobiety. Przy pomocy odpowiednich środków można skutecznie im pomóc do odkrycia tego w realiach ich życia. Dlatego separacja w ciągu paru godzin czy dni sprawia, że są potem bardziej złączeni, kochają się mocniej i lepiej — miłością pełną także wzajemnego szacunku.

Powtarzam, że nie mamy pretensji do tego, aby uważać, że nasz sposób działania jest jedynie dobry, albo, że wszyscy winni go stosować. Mnie się po prostu wydaje, że daje bardzo dobre rezultaty i że oprócz długoletniego doświadczenia, są poważne racje, aby tak postępować, ale nie występuję przeciwko opinii przeciwnej.

Prócz tego muszę powiedzieć, że jeśli w Opus Dei kierujemy się tym kryterium
w określonych inicjatywach formowania duchowego, to jednak w innych przeróżnych poczynaniach, małżeństwa jako takie biorą udział i współpracują. Myślę na przykład o pracy, którą się prowadzi wspólnie z rodzicami uczniów
w szkołach kierowanych przez członków Opus Dei; o zebraniach, konferencjach, triduach itp., specjalnie przeznaczonych dla rodziców studentów mieszkających
w ośrodkach kierowanych przez Dzieło.

Jak widzisz, kiedy z natury rzeczy, jakaś działalność wymaga obecności małżeństwa, mąż i żona, są tymi którzy biorą w niej wspólny udział. Ale ten typ zebrań i inicjatyw jest różny od tych, które zmierzają wprost do formowania duchowego konkretnej osoby.
Rozmowy z Prałatem Escriva, 99


Rozdział na temat małżeństwa w Katechizmie Kościoła Katolickiego
(Część II, Dział II, Artykuł 7: KKK 1601-1666)